środa, 2 stycznia 2013

To keep New Year's Resolutions...


Resolution #1: Uggg - will obviously lose 20 lbs. 
#2: Always put last night's panties in the laundry basket. Equally important: will find nice sensible boyfriend and stop forming romantic attachments to any of the following: alcoholics, workaholics, sexaholics, commitment-phobics, peeping toms, megalomaniacs, emotional fuckwits, or perverts. Will especially stop fantasizing about a particular person who embodies all these things... 


Postanowienia noworoczne... Uwielbiamy je i nie cierpimy. Oznaczają nowy początek, nadzieję i szansę, ale jednocześnie uzmysławiają klęskę tych ubiegłorocznych. Czy jest sens ustanawiać je sobie co roku? Ile z nich udaje się dotrzymać? Czy warto je zapisywać. Jak egzekwować od siebie przestrzeganie ich? Nie wiem. Jestem w tym fatalna. Uwielbiam stawiać sobie cele ale zawsze mam problem z dążeniem do nich. Pewnie zbyt dużo marzeń, ambicji, chęci, a zbyt mało samozaparcia i silnej woli.

Moje postanowienia w 2013 r.
  • schudnę. By nosić słodkie sukienki, bikini z prawdziwego zdarzenia, szorty, płaskie butki. By podobać się sobie i czuć się dobrze.
  • będę ćwiczyć. Nie tylko po to by schudnąć, ale by czuć się dobrze. Po to, by nie bolał mnie kręgosłup. Ból odbiera radość życia. 
  • zapuszczę włosy. Bo dawno nie były długie. By zaplatać je we francuskie warkocze (wygląda to klasycznie i romantycznie).
  • wstawać rano (energicznie). Trochę dziwnie się czuję pisząc to w piżamie i w szlafroku, leżąc w łóżku pod kołdrą...(wzięłam wolne z powodu przeziębienia, ale zaraz wstaję, biorę prysznic i ubieram się ładnie!!!). Praca w częstym trybie 'home-office' wyzwala we mnie leniuszkę.
  • dbać o dom. Pomimo, że sprzątanie absolutnie do moich hobby nie należy, wiem, że prawdziwa kobieta to też dobra gospodyni. A grzech nie dbać o najbardziej urocze poddasze na Mariensztacie. Bez przesadyzmów, bo pedancki porządek nie pasuje ani do mnie, ani do tego mieszkania.
  • dawać z siebie to, co najlepsze. Bliskim. Wszystkim z otoczenia. Kochać i rozumieć. Nie osądzać.
  • Czytać. Tak samo dużo i jeszcze więcej.
  • Oglądać. Dużo dobrych filmów w ulubionych kinach. Sztuki teatralne i wystawy które trzeba zobaczyć. Zapisywać, opisywać, polecać.
  • Gotować. Zdrowo i z pasją. Fotografować. Robić zakupy regularnie, a nie od święta :). 
  • Nauczyć się piec chleb i ciasta. Ciast nie za dużo!
  • nauczyć się robić sushi i zupę Pho.
  • Zrobić kurs przewodnika po Warszawie. Wiosenny.
  • Nauczyć się francuskiego.
  • Podróżować. Wykorzystywać podróże służbowe by poznać i zobaczyć jak najwięcej.
  • Częściej jeździć do domu.
  • cieszyć się życiem jak nigdy wcześniej.
  • organizować się. Oznacza to nie tylko pakować walizkę przynajmniej jeden dzień przed podróżą...
  • Sprawiać sobie przyjemności. (zamiast smutków i frustracji :)
  • Pilnie pracować i oszczędzać trochę $$$!
  • dotrzymywać postanowień noworocznych!

4 komentarze:

  1. ja też marzę o nauczeniu się przygotowywania sushi...nie tylko jego konsumowaniu;p ...Mamy wiele wspólnych "postanowień", choć ja postanowiłam ich w tym roku nie mieć...;D
    Ciekawie zapowiadający się blog, z przyjemnością będę gościem;)

    Pozdrawiam;)

    OdpowiedzUsuń
  2. dość sporo tych postanowień :) ale trzymam kciuki!!! i pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  3. aaaaaaaaa pierwsze komentarze!!!! <3 Dzięki Dziewczyny!

    Wiem, że jest ich sporo. Jak co roku. Tyle, że w poprzednich latach nie zapisywałam... Może więc w tym roku choć kilku uda się dotrzymać? Zobaczymy!

    Pozdrawiam noworocznie!

    OdpowiedzUsuń
  4. w 75% tak samo wyglądaja moje postanowienia :P
    pozdrawiam,
    Szana!

    OdpowiedzUsuń