Zostałam dziś w domu, bo (w końcu) dopadło mnie zimowe choróbsko. Broniłam się przed nim dzielnie ostatnie tygodnie, ale ostatecznie poległam. Od rana czułam się bardzo kiepsko i jakoś nie wychodziło mi pracowanie... Nie rozłożyłam się całkowicie, ale uważam, że lepiej zostać w domu, gdy nie czuje się najlepiej, by nie narażać współpracowników.
Poza mięsnymi pysznościami przywiezionymi z domu po świętach, węgierskim salami, zieloną ichnią papryczką i marynowanym czosnkiem (absolutny hit wśród węgierskich przekąsek) lodówka świeciła pustkami. Marzyłam o zupie Pho Bo z wietnamskiej knajpki na Chmielnej... przez chwilę myślałam nawet, że P. przyniesie mi ją w ramach niespodzianki, bo wpadł na chwilę do domu w porze lunchowej.... Oczywiście bez niczego dla mnie, a jeszcze zażyczył sobie kanapeczkę :D.
Marzyłam o rozgrzewającej zupie na przeziębienie, która postawi mnie na nogi. Na Pho Bo składniki są zbyt skomplikowane, no i trzeba prawdziwych zakupów aby się w nie zaopatrzyć... Szybko jednak wpadłam na pomysł zupy czosnkowej!!! Przejrzałam kilka przepisów w sieci i postanowiłam stworzyć własną wersję - z czosnkiem i papryczką! Dopiero po południu wyszłam do najbliższego sklepiku na mariensztackim rynku, dziś szczególnie ubogo zaopatrzonego, by kupić trochę warzyw i masło (wiem, wiem dieta ;)).
Rozgrzewająca zupa z czosnkiem i papryczką chilli:
1/5 kostki masła
2 średnie cebule
2 główki czosnku (to były naprawdę małe główki, babcinego, polskiego czosnku!)
kawałek świeżej węgierskiej zielonej papryczki
5 małych ziemniaczków
bulion drobiowy (tym razem z kostki, choć staram się zazwyczaj gotować bulion jarzynowy. niech przeziębienie i duży głód będą moim usprawiedliwieniem)
liście laurowe
ziele angielskie
tymianek
mleko
papryczka chili w proszku (oryginalna z Szegedu)
sół morska cytrynowa (przywieziona Monterey, CA!!!)
sół morska cytrynowa (przywieziona Monterey, CA!!!)
pół litra mleka
trochę cukru (zawszę dodaję cukru do zup, nie zawsze, a raczej - rzadko solę)
Do posypania:
natka pietruszki
świeży czosnek
chilli z Szegedu
świeży sok z cytryny (lubi się z czosnkiem i chilli)
W garnku rozpuściłam masło. Dodałam posiekaną drobno cebulę, czosnek i ziemniaki pokrojone w kostkę. Dusiłam na maśle przez kilka minut. Dodałam rozgrzane na patelence zioła. Po kilku minutach zalałam wcześniej przygotowanym bulionem i mlekiem, ok 2 l. Gotowałam na wolnym ogniu, aż ziemniaki były miękkie. Wyłowiłam liście laurowe i ziele angielskie. Zmiksowałam blenderem. Dodałam łyżkę chilli, nie żałowałam, uwielbiam papryczki. Chwilę jeszcze gotowałam na wolnym ogniu delikatną kremową zupę (nie jest to krem!!!).
Serwowałam (sama sobie) z natką pietruszki, świeżym posiekanym czosnkiem (ponoć ten ugotowany traci właściwości, a miałam wyzdrowieć :)) i jeszcze szczyptą chilli.
Zdjęcia robiłam iPadem, więc jakość jest średnia. Poprawię się :)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz